Archive for wrzesień, 2011
Media w całej Europie zachwycają się grą Mario Goetze, ale piłkarz nie jest znany przez wszystkie gwiazdy futbolu. – Kto to jest Mario Goetze? To dobry piłkarz? Na jakiej gra pozycji? Nie miałem okazji widzieć wielu spotkań Bundesligi – cytuje Cristiano Ronaldo “Bild”.
Ronaldo po takich słowach może zostać uznany za ignoranta, ale twierdzi, że nie przejmuje się opiniami innych. – Nie interesuje mnie to, co mówią o mnie inni ludzie. Zawsze jestem w wysokiej formie, ciężko pracuję nad sobą. Dlatego nikt nigdy nie czepia się moich umiejętności – powiedział skrzydłowy Realu.
Goetze uznawany jest za jeden z największych talentów w Niemczech. Piłkarz po meczu 1. kolejki Bundesligi został nazwany przez Franza Beckenbauera “niemieckim Messim”. Zawodnik Borussii Dortmund od pewnego czasu ma być obserwowany przez czołowe europejskie kluby, m.in. przez Manchester United i Arsenal Londyn.
źródło: onet.pl
Łukasz Piszczek jest pierwszym Polakiem, który został sklasyfikowany w pierwszej pięćdziesiątce rankingu Castrol EDGE. Ranking ten zajmuje się analizą boiskowych poczynań piłkarzy występujących w najlepszych ligach Europy.
Po wakacyjnej przerwie na boiska wrócili piłkarze najlepszych europejskich lig. Tradycyjnie już ich poczynaniom przyjrzeli się analitycy Castrol, którzy na podstawie sierpniowych meczów przygotowali aktualne zestawienie najlepszych zawodników na naszym kontynencie. Po raz pierwszy w historii w pierwszej pięćdziesiątce znalazł się Polak – Łukasz Piszczek, który uplasował się na 32. miejscu.
Ranking Castrol to unikalne narzędzie, pozwalające na obiektywną analizę formy ponad dwóch tysięcy piłkarzy, występujących w pięciu najlepszych ligach Europy – angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej, niemieckiej i francuskiej. Oceniany jest każdy strzał, pojedynek, obrona czy podanie. Na tej podstawie, co miesiąc powstaje wiarygodne zestawienie pokazujące, w jakiej formie znajduje się dany piłkarz i jak prezentuje się na tle rywali.
Pierwsze miejsce niezmiennie zajmuje Leo Messi, który w swoich 46 występach w La Liga i Lidze Mistrzów strzelał lub asystował przy rekordowej ilości 66 goli. Tym razem jednak na kolejnych pozycjach nastąpiły zmiany.
Po raz pierwszy całe podium nie należy do zawodników występujących w Hiszpanii. Tuż za plecami Messiego znalazł się Mario Gomez z Bayernu Monachium, który wyprzedza nieznacznie Cristiano Ronaldo. W ostatnich dwunastu miesiącach obaj zdobyli łącznie siedem hat-tricków w rozgrywkach krajowych i Lidze Mistrzów, ale Gomez może pochwalić się ponad dwukrotnie większą skutecznością niż Portugalczyk. Aż 35 procent jego strzałów zostało zamienionych na bramkę. Z kolei Ronaldo zdobył więcej goli, niż jakikolwiek inny zawodnik we wszystkich pięciu analizowanych ligach i Lidze Mistrzów – aż 49 razy trafiał do siatki rywali.
Zawodnikiem miesiąca według Rankingu Castrol został Edin Dżeko. Bośniacki piłkarz stał się pierwszym graczem Manchesteru City, który w jednym spotkaniu ligowym zdobył aż cztery gole. Taką skutecznością popisał się w wygranym 5-1 spotkaniu przeciw drużynie Tottenhamu Hotspur. W meczu na White Hart Lane napastnik dziewięć razy strzelał na bramkę, z czego sześć razy trafił w jej światło. Udało mu się też stworzyć dwie okazje strzeleckie kolegom z zespołu. Dzięki temu znacząco przyczynił się do zwycięstwa drużyny Roberto Manciniego, .zdobywając przy tym aż 2.435 punktów w Rankingu Castrol.
Polscy kibice też mają powód do radości. Jeszcze nigdy polski zawodnik nie znalazł się tak wysoko w zestawieniu, jak Łukasz Piszczek. Jego 32. miejsce to zasługa dobrych występów w barwach Borussii Dortmund. Na kolejnych miejscach znalazł się klubowy kolega Piszczka, Robert Lewandowski (227) i bramkarz Fiorentiny Artur Boruc (306). Warto też zwrócić uwagę na awans obydwu naturalizowanych niedawno Polaków: Eugen Polanski zanotował skok z 526 na 513 miejsce, a Damien Perqius – z 996 na 909.
źródło: interia.pl
Jakub Błaszczykowski nie jest zadowolony z roli jaką w ostatnim czasie odgrywa w drużynie Borussii Dortmund. Kapitan reprezentacji Polski nie jest zadowolony z roli rezerwowego i nie ukrywa, że być może już niedługo pożegna się z Signal-Iduna Park. W poprzednich rozgrywkach Błaszczykowski najczęściej rozpoczynał mecze na ławce rezerwowych. Lepiej prezentowały się nowe gwiazdy drużyny: Shinji Kagawa i Mario Gotze. Podobnie jest i w nowym sezonie. Wprawdzie reprezentant Polski rozpoczął mecz z Herthą w podstawowym składzie, ale tylko z powodu absencji Gotze.
Kapitan kadry Franciszka Smudy zaprezentował się jednak słabo i trudno spodziewać się, by przekonał do siebie Jurgena Kloppa. Ponadto, Błaszczykowski nie ukrywa, że może już w najbliższym czasie odejść z Borussii Dortmund. Powodem są także jego nie najlepsze relacje ze szkoleniowcem mistrzów Niemiec.
- Nie chcę wchodzić w kompetencje trenera, ale myślę, że mogę dać o wiele więcej drużynie na trochę innej pozycji, mając inne zadania. Rozmawiałem z nim kilkukrotnie, ale nic to nie dało. Nie wrócę do obrony raz czy drugi i robi się z tego tragedię. Kiedy ktoś inny zrobi podobnie, nie ma już takiego problemu. Nie czuję się z taką sytuacją najprzyjemniej – wyznał sfrustrowany Błaszczykowski.
- Nic nie trwa wiecznie. Czasami lepiej odejść z korzyścią dla obu stron. Wiem, że byłoby zainteresowanie moją osobą. Na dziś koncentruję się jednak na grze dla Borussii – wyznał reprezentant Polski, którego najprawdopodobniej nie zobaczymy we wtorek w pierwszym składzie mistrzów Niemiec przeciwko Arsenalowi Londyn w Lidze Mistrzów.
źródło: wp.pl
Doniesienia na temat możliwości debiutu Artura Sobiecha w Hannover 96 okazały się przedwczesne. Polaka zabrakło na ławce rezerwowych podczas meczu z VfB Stuttgart.
Młody napastnik od dłuższego czasu czeka na swój debiut w Bundeslidze. Sobiech leczył kontuzję kolana, ale podobno jest już całkowicie sprawny.
Właśnie dlatego pojawił się informacje, że Polak może zagrać już w sobotę z VfB Stuttgart. Jednak dla Sobiecha ponownie zabrakło miejsca na ławce rezerwowych.
Do ekipy z Bundesligi 21-letni napastnik trafił w przerwie letniej. Wcześniej grał w Polonii Warszawa oraz Ruchu Chorzów.
źródło: pilkanozna.pl
Robert Lewandowski, mimo strzelonego gola, nie zebrał wysokich ocen. Niemieccy dziennikarze nieco lepiej ocenili Łukasza Piszczka. Nowym, zaskakującym wiceliderem tabeli został Werder, który po efektownej grze pokonał outsidera z Hamburga.
Oceny polskich piłkarzy kolejno od Bildu, Der Westen i Reviersport (gdzie “1″ – klasa światowa, “6″ – poniżej krytyki):
Łukasz Piszczek – “4″, “4″, “3.5″ – “Były piłkarz Herthy wywierał presję na rywalach na swojej flance. Jednak jego współpraca z rodakiem Kubą nie układała się dobrze. Bardzo się starał. Jednak w 78. minucie łatwo dał się ograć Raffaelowi” – oceniono grę 26-latka.
Jakub Błaszczykowski – “6″, “5-”, “5.5″ – Kapitan polskiej kadry zupełnie nieudanie zastąpił Mario Goetze. “Był słaby w pojedynkach jeden na jeden i zbyt wolno podłączał się do akcji. Nie miał żadnego wpływu na grę swojej drużyny i opuścił boisko już w 59. minucie” – podsumowano występ “Kuby”. Prawoskrzydłowy był zdecydowanie najsłabszym ogniwem i tak bardzo przeciętnie grającej Borussii. Znacznie lepiej wypadł jego zmiennik, Ivan Perisić.
Robert Lewandowski – “4″, “4″, “4″ – “Był bardzo mocno zaangażowany na wszystkie możliwe sposoby w pojedynki ze swoim rywalem Hubnikiem. Przegrał sporo starć, często musiał ratować się faulami. Jednakże jego bramka doprowadziła do niezwykle emocjonującej końcówki” – napisano o postawie “Lewego”. Najlepsze oceny spośród Borussen zebrali Sven Bender oraz Roman Weidenfeller.
Eugen Polanski – Bild ocenił piłkarza Mainz na “5″ – słabiej od jego partnera z linii pomocy, Elkina Soto. Z kolei serwis goal.com/de uznał, że środkowy pomocnik był najgorszym piłkarzem meczu z Hoffenheim. “To jego wielki błąd poprowadził Mainz do porażki. Wykonał wiele złych podań i nie był w stanie skutecznie przeszkadzać rywalom w konstruowaniu akcji” – skrytykowano postawę nowego reprezentanta Polski.
Mnóstwo walki obejrzeli kibice w 95. Derbach Północy. Pojedynek toczył się w niezwykle szybkim tempie, a akcje przenosiły się spod jednej pod drugą bramkę błyskawicznie. Nieco więcej z gry mieli Hanzeaci. W pierwszej połowie w poprzeczkę trafił Sokratis Papastathopoulos, a potężny strzał Marko Arnautovicia z największym trudem wybronił Jaroslav Drobny.
W 48. minucie głową do siatki trafił Claudio Pizarro, ale arbiter w kontrowersyjnych okolicznościach uznał, że Peruwiańczyk faulował. Po chwili nic już nie uratowało Rothosen. Marko Marin trafił z wolnego w słupek, a Pizarro z metra dobił piłkę do pustej bramki. W 73. minucie mogło być 1:1, jednak Tim Wiese wygrał pojedynek jeden na jeden z Mladenem Petriciem.
Losy rywalizacji rozstrzygnął najskuteczniejszy stranieri w historii Bundesligi. Po dośrodkowaniu z kornera Pizarro przyjął piłkę na klatkę piersiową i z 10 metrów huknął nie do obrony w okienko! To był 145. gol 32-latka w niemieckiej ekstraklasie. W końcówce Aaron Hunt i Mehmet Ekici byli bliscy podwyższenia na 3:0! Werder wbrew oczekiwaniom radzi sobie w nowym sezonie wyśmienicie i wiele wskazuje na to, że zagości w ścisłej czołówce na dłużej.
źródło: sportowefakty.pl
Sławomira Peszkę po powrocie ze zgrupowania reprezentacji Polski czekała w klubie rozmowa z trenerem. Szkoleniowiec 1. FC Koeln Stale Solbakken nie był zadowolony z wypowiedzi polskiego zawodnika w “Przeglądzie Sportowym”.
Peszko wylądował “na dywaniku” u trenera, gdyż wyraził swoje niezrozumienie dla decyzji o zabraniu opaski kapitana Lukasowi Podolskiemu. Ponadto “Peszkin” wyraził nadzieję, że będzie grał więcej niż do tej pory i zostanie zwolniony z części zadań defensywnych.
- Rozmawialiśmy przed treningiem. Wiem, że Sławek chce grać dużo, bo zbliża się Euro 2012, ale nie możemy jeszcze myśleć o lecie przyszłego roku – powiedział Solbakken.
Co dadzą wypowiedzi Peszki w polskiej prasie i rozmowa z trenerem? Okaże się przy okazji kolejnych ligowych spotkań 1. FC Koeln. Pierwsza okazja już w niedzielę o 15:30, gdy Kozły podejmą 1.FC Nuernberg.
źródło: futbol.pl
Arjen Robben nie zagra w sobotnim meczu niemieckiej Budesligi, w którym jego Bayern Monachium podejmie Freiburg. Holenderski skrzydłowy dostanie więcej czasu na wyleczenie kontuzji przed zbliżającym się meczem w Lidze Mistrzów.
Robben narzeka na kontuzje pleców i pachwiny. Z zespołem nie trenuje już od poniedziałku, ale wciąż potrzebuje więcej czasu na wyleczenie urazów. Po czterech meczach w niemieckiej ekstraklasie Bayern jest liderem rozgrywek. W następnej kolejce we hali Alianz Arena ugości Freiburg. Robben w tym spotkaniu najprawdopodobniej zasiądzie na ławce rezerwowych. W najbliższą środę Bawarczycy rozegrają pierwsze spotkanie fazy grupowej Ligi Mistrzów. Na wyjeździe zmierzą się z Villarealem.
- Stan Arejna Robbena się poprawia, ale nie wiem, czy będzie w stanie zagrać z Freiburgiem – mówił dyrektor sportowy Beyerny Christian Nerlinger.
- Najważniejsze, że kontuzja nie będzie długookresowa. To zapalenie pachwiny powodowało różne problemy w przeszłości, ale teraz wygląda już dobrze.
Po nadciągnięciu uda do gry w najbliższym spotkaniu Bundesligi powróci Mario Gomez. Napastnik reprezentacji Niemiec opuścił ostatnie mecze towarzyskie swojej kadry – wygraną 6:2 z Austrią i remis 2:2 z Polską. Niemiec wrócił do treningów w klubie we wtorek. – Noga nie utrudnia mi już gry – zapewnił Gomez.
Nerlinger stwierdził. że mecz w Hiszpanii będzie dla zespołu kluczowy, by dobrze rozpocząć kampanię w Lidze Mistrzów. Monachijczycy będą zdecydowanie potrzebowali Robbena w roli playmakera, Gomeza zaś do wykończenia ofensywnych akcji.
To jest mecz, w którym nie możemy sobie pozwolić na porażkę. W przeciwnym razie, natychmiast poczujemy na swoich barkach presję. Jestem jednak pewien, że uda nam się uniknąć porażki – mówił dyrektor sportowy klubu.
źródło: sport.pl
Niemcy pisali o nim, że mógłby na powierzchni nie większej niż podstawka pod piwo minąć trzech rywali. – Takiego lewonożnego piłkarza Bundesliga dotąd nie miała – zachwycał się Mirosławem Okońskim legendarny Ernst Happel.
Dzisiaj bardzo trudno wyobrazić sobie sytuację, żeby w polskiej kadrze pomijano piłkarza, który występuje w czołowym zespole niemieckim. A tak było właśnie w przypadku Mirosława Okońskiego, który dwa sezony (1986/87 oraz 1987/88) grał w Hamburgerze SV i był tam niekwestionowaną gwiazdą. Paradoksalnie w biało-czerwonej koszulce niby uzbierał 29 występów, ale po wyjeździe do Niemiec – już tylko jeden.
To dla mnie niezrozumiałe, że nie jest powoływany, ale widocznie w Polsce mają jeszcze lepszych lewonożnych piłkarzy – ironizował w wywiadach Happel, słynny austriacki szkoleniowiec, który prowadził Polaka w HSV. – Jego lewa noga często dużo więcej znaczyła niż u niektórych dwie – to z kolei słowa trenera Kazimierza Górskiego. Mimo to jeśli Okoński pojawiał się w kadrze, to głównie w roli zmiennika Włodzimierza Smolarka. Także ten ostatni wystąpił na mundialu w Meksyku w 1986 roku. Choć tu mamy też wątek polityczny. Nie do końca podobało się bowiem to, że Okoński tak otwarcie walczył przez kilka miesięcy o swój transfer zagraniczny. Lechita napisał dosyć ostry w tonie list otwarty, który ukazał się w jednej z poznańskich gazet i ostatecznie dopiął swego. Selekcjoner Antoni Piechniczek musiał tylko wydać oficjalne oświadczenie, że zawodnik do kadry się nie nadaje i nie jest przewidywany do składu na Meksyk. I tak zrobił! Pod naciskiem opinii publicznej szalejącego w barwach Hamburga piłkarza powołał potem Wojciech Łazarek. Mecz z Cyprem (0:0) w kwietniu 1987 okazał się dla niego pożegnalnym w reprezentacji.
Sprowadź mi go!
W Niemczech „Oko” – tak ochrzcili go fani z Hamburga – był kochany niemal przez wszystkich. Jak tam trafił? Zagrał doskonale w meczu Lecha Poznań z Borussią Moenchengladbach, który z trybun obserwowali menedżer HSV Gunter Netzer i trener Happel. – Sprowadź mi go! – miał powiedzieć Happel. Zimą odbyła się pierwsza tura rozmów, zakończona fi askiem. Według różnych źródeł, zespół z RFN oferował między 400 a 900 tys. marek. Lech jednak był nieugięty, planował awans do pucharów i uznał, że może to zrobić tylko z Okońskim w składzie. – Ja nerwowo przebierałem nogami, a Netzer narzekał, że spędził 10 godzina na negocjacjach, a podjęty został tylko pączkami i herbatą – wspomina piłkarz.
a cię jeszcze sprowadzę – obiecał mu jednak na pożegnanie menedżer HSV. I dotrzymał słowa. Przeprowadzenie transferu nie było jednak taką prostą sprawą. W czasach PRL umowy nie były zawierane bezpośrednio między klubami. W ich imieniu podpisywał je Centralny Ośrodek Sportu, który z HSV zawarł dwie umowy. Pierwsza dotyczyła transferu czasowego (na dwa lata). Niemcy mieli wpłacić 350 tys. marek na konto GKKFiT (ówczesne Ministerstwo Sportu – przyp. red.), z czego 60 proc. należało się Lechowi, 7 tys. Adidasowi na zakup sprzętu dla poznańskiego klubu oraz 24 tys. firmie Blaupunkt na magnetowidy dla… COS! Jeszcze ciekawiej była skonstruowana druga umowa (transfer na czas nieograniczony). Hamburger SV musiał przelać 500 tys. marek na konto walutowe Centralnego Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej, 213,56 tys. należało się Adidasowi (po 100 tys. na sprzęt dla COS i Lecha, a resztę – dla PZPN), a także 86,44 tys. na rzecz innych firm, które dostarczały np. sprzęt ortopedyczny dla ZSSP Start Wrocław. Razem zatem Okoński kosztował 1,181 mln marek.
źródło: przegladsportowy.pl
Prezes Schalke 04 Gelsenkirchen, Clemens Toennies nie wykluczył, że po zakończeniu sezonu klub zaoferuje jednej z największych gwiazd swojego zespołu, Raulowi przedłużenie kontraktu o kolejny rok. Szef klubu z Veltins-Arena jest pod wielkim wrażeniem gry Hiszpana, który rok temu przeniósł się do Bundesligi z Realu Madryt.
Przyszłość 34-latka w Schalke była obiektem spekulacji w trakcie zamkniętego już okienka transferu, sam zawodnik ostatecznie wykluczył jednak możliwość odejścia na 10 miesięcy przed końcem obowiązującego kontraktu. Co więcej, prezes klubu ma nadzieję, że nie będzie to dla Hiszpana ostatni sezon w Gelsenkirchen.
- Jestem dumny z każdej minuty gry Raula w barwach Schalke – podkreślił Toennies. – To wspaniała osobowość. Będziemy czekać i obserwować jak ułoży się ten sezon, by znaleźć odpowiedni moment na wspólne zastanowienie się nad przyszłością.
Szanse 34-latka na pozostanie w Gelsenkirchen z pewnością zwiększyłoby wywalczenie przez Schalke prawa gry w kolejnej edycji Ligi Mistrzów.
źródło: onet.pl
Peruwiański piłkarz Hamburgera SV Paolo Guerrero nie zagrał w ostatnim meczu towarzyskim swojego zespołu z powodu kontuzji jakiej nabawił się w samolocie. W wyniku lęku przed lataniem napastnik tak mocno spiął mięśnie, że doznał urazu uda.
W sobotę Paolo Guerrero nie wystąpił w zremisowanym meczu towarzyskim ze szwajcarskim FC Lucerna 2-2. Powodem był uraz uda jakiego nabawił się w samolocie.
- Wiemy o jego lęku przed lataniem. Siedział na swoim miejscu tak skulony, że doznał usztywnienia mięśni. Myślę, że Paolo szybko wróci do formy i będzie gotowy do gry w najbliższym meczu z Werderem Brema – powiedział trener HSV Michael Oenning.
Na początku ubiegłego roku Guerrero kilkakrotnie opóźniał swój powrót do Niemiec z urlopu w Peru z powodu lęku przed lataniem. Czterokrotnie wsiadał na pokład samolotu i go opuszczał. Dopiero w piątej próbie udało mu się dolecieć do Niemiec. Po tym zdarzeniu poddał się leczeniu i wydawało się, że panuje nad lękiem.
Guerrero z dorobkiem pięciu goli został królem strzelców w lipcowym turnieju Copa America. W HSV występuje od 2006 roku. Ma na koncie 35 meczów w reprezentacji Peru i 15 goli.
źródło: interia.pl